Ludzie,  Varia

Czas introwertyków

 

Pod dzisiejszą datą mam zapisane dwa wydarzenia: komunia córki i wybory prezydenckie.

Żadne z nich się nie odbyło.

Co więcej, nie wiadomo, jaka jest choć przybliżona data obu. Ze względu na pandemię, rzeczywistość po raz pierwszy funkcjonuje w jakimś zawieszeniu.

 

Przezorny znaczy schowany

Mimo, że koronawirus wyszedł z kraju, w którym panuje dyktatura komunistyczna, okazał się bytem bardzo demokratycznym. Z równą zawziętością atakuje biednych i bogatych, księciunia i zwykłego Kowalskiego.

Wątpiącego w jego istnienie brytyjskiego premiera ledwo odratowano a kraje, w których hucznie integrowano się przed kwarantanną, nie nadążają z leczeniem zarażonych.

Trafiła nam się przyspieszona lekcja pokory, bo zupełnie nie mamy wpływu na to, co się dzieje. Nawet podczas wojny popularne miejsca nie świeciły takimi pustkami, co teraz. Mandaty grożą za spacer, bieganie, czy też nieuzasadnione wyjście na zewnątrz.

Nie ma miejsca, gdzie można bezkarnie się poruszać. Zamknięto nawet wejścia na Mount Everest, choć na odludziu trudno wywołać stan epidemiczny. Bardziej spostrzegawczy zauważyli, że korzystając z pustych szlaków pod Everestem, Chińczycy zamontowali w jednej z baz nadajnik 5G.

 

 

Samotni bez wyboru

Skutki covidowej rewolucji dotyczą każdego. Nagle, bez względu na temperament, wszyscy muszą zmienić się w samotników. Do tej pory introwertycy stanowili niewielki procent społeczeństwa, teraz w ich buty musi wejść cała reszta.

Sprzyja temu ograniczenie kontaktów towarzyskich do absolutnego minimum (czyli współlokatorów), rezygnacja z zajęć grupowych i każdej aktywności, prowadzonej poza domem.

Introwertycy w sumie powinni być zadowoleni. Świat dostosował swoje tempo do nich. Nie ma już presji społecznej, by wyjść do ludzi. Co więcej, w Wielkanoc można było legalnie zignorować natrętną rodzinę.

Izolacja społeczna przestała być anomalią a stałą się chwaloną w mediach cnotą. Szczęśliwy introwertyk prowadzi więc swój home office w piżamie. Nikt na niego nie patrzy, nie komentuje. Delektuje się tym samym natłokiem myśli, co zawsze, walczy z prokrastynacją, ale bez większych wyrzutów sumienia.

 

 

Od euforii do paniki

Z perspektywy człowieka, który lubi przebywać sam ze sobą, przeniesienie wszelkiej aktywności do Internetu, brzmi naprawdę dobrze. Niestety, jednocześnie introwertyka wrzucono na głęboką wodę życia rodzinnego.

Konieczność ciągłego przebywania z bliskimi sprawia, że w chwilach desperacji odludek czasami zaczyna marzyć o powrocie do czasu sprzed pandemii. Miłość małżeńska i cierpliwość rodzicielska jeszcze nigdy nie były wystawione na taką próbę.

Współmałżonek zaglądający przez ramię na ekran naszego monitora to stan, który trudno znieść podczas weekendu. Obecnie ciągnie się w nieskończoność.

Na dziecko patrzy się przez pryzmat komend, nadchodzących z Librusa. Od połowy marca do początku maja niektórym udało się przerobić z dzieckiem więcej programu niż nauczycielowi od września do marca.

 

 

Osaczony samotnik

Introwertyk, przeżuwający rzeczywistość we własnym tempie, jest zaskoczony nadmiarem bodźców, jakie pojawiły się w jego dotychczas względnie uporządkowanym życiu.

Musi robić zapasy, bo ulega presji otoczenia, które skrupulatnie opróżnia sklepowe półki. Jeśli wychodzi z domu, lękliwie spogląda na każdego, kto zbliża się z naprzeciwka. Na szczęście dla samotnika, nikt obecnie nie chce się witać zbyt wylewie.

Dom wcale nie gwarantuje spokoju. Wirtualny świat tym razem nie pozwala się wyciszyć. Pełno w nim informacji z wirusem w nagłówku, teorii spiskowych i strachu komentujących.

Bardziej wrażliwi zakończą kwarantannę na zwierzeniach u psychoterapeuty, lub z garścią leków, po których życie wydaje się bardziej znośne. Osoby z mocniejszą psychiką odejdą od ulubionego analizowania rzeczywistości, bo ta zwyczajnie przytłacza.

 

Izolacja w połączeniu z integracją, widmo kryzysu gospodarczego, ogólna panika i obawa o zdrowie swoje i bliskich to trudny sprawdzian dla psychiki nawet na krótki czas. Tymczasem najprawdopodobniej wirus zadomowi się u nas nieco dłużej, na stałe zmieniając nasze przyzwyczajenia. Introwertyzm albo wejdzie nam w krew, albo zbuntujemy się przeciwko niemu, poszerzając grono zarażonych.