Sztuka

Ojciec trolli i hejterów

Zostałam hejterem. Próbując skomentować tekst na Interii zorientowałam się, że nie mam szans na jego publikację. Kilka razy otrzymałam komunikat, że mój komentarz narusza standardy czegoś tam, choć nie naruszał. Raczej nie słynę z nadmiernego bluzgu. Bez wielkiego żalu moja aktywność na tym portalu ograniczyła się więc tylko do korzystania z poczty.

 

Szczucie niewskazane

Nowe wytyczne w sprawie „mowy nienawiści”, nie tylko w Interii, stanowią pokłosie wydarzeń w Gdańsku. Za głównego winnego, nawet zdaniem Najsłynniejszej Wdowy, uznano hejt. Schizofrenikowi z nożem zarzuca się tylko zbytnią podatność na propagandę medialną. Z dużym zdumieniem obserwuję, jak rozmywa się winę człowieka niebezpiecznego, rozszerzając krąg sprawców tragedii.

O tym, że w przestrzeni publicznej wyjątkowo chętnie nadużywa się wolności słowa wie każdy, kto nie izoluje się od newsów. Nieprzemyślane lub przeciwnie, sprawnie konstruowane oskarżenia ranią, zwłaszcza tych bardziej wrażliwych.

Nie jestem zwolenniczką kneblowania ust nawet tym, którzy obrażają innych. Jeśli przy okazji łamią prawo – są na to odpowiednie paragrafy. Gdy zachowują się nieetycznie, takie zachowanie należy napiętnować. Anonimowość w sieci jest złudna. Większość pyskaczy mięknie, kiedy ujawnia się ich dane personalne i pokazuje bliskim lub współpracownikom, z kim mają pecha obcować.

 

 

Ptasie radio dla dorosłych

Z własnego doświadczenia wiem, że hejterem można zostać bardzo łatwo. Wystarczy być wyrazistym, mieć jasno sprecyzowane poglądy i ubrać je w zgrabne zdania podrzędnie złożone. Kiedyś trafny argument był przyczynkiem do ciekawej dyskusji, obecnie jest impulsem do blokowania komentującego.

Zagłębiłam się ostatnio w żywot Juliana Tuwima. Był on hejterem i trollem zanim stało się to modne. Gdyby miał swoje konta w mediach społecznościowych, dostałby pewnie dożywotniego bana od zuckerbergowych szpiegów. Niepokorne wiersze poety są nadal mocne i aktualne, choć uczniowie w szkole raczej nie poznają tych bardziej odważnych.

Tuwim praktycznie wszystkim grupom społecznym miał coś do zarzucenia. Szczególnie celował w Polaków, żydów, łodzian i frywolne kobiety. Dowalał celnie, poetycko, bez błędów ortograficznych i stylistycznych. Nie była to nienawiść dla samej nienawiści, tylko efekt jego osobistych doświadczeń.

Jego twórczość bywała ośmieszająca, obraźliwa, nastawiona na konfrontację. Tuwim chciał, by ludzie zwrócili uwagę na społeczne nieprawidłowości – prostytucję, bełkot polityczny, skrajnie ortodoksyjnych żydów.

 

 

Gudłajski Mickiewicz

Ze względu na swoje żydowskie korzenie stał się wrogiem endecji. Zarzucano mu „zażydzanie” polskiej literatury, na które Tuwim odpowiedział jednym ze swoich wierszy „Na pewnego endeka co na mnie szczeka”:

„Próżnoś repliki się spodziewał
Nie dam ci prztyczka ani klapsa.
Nie powiem nawet pies cię jebał,
bo to mezalians byłby dla psa.”

 

Za przykład genialnego trollingu można z kolei uznać wiersz „Mój dzionek”:

„Ledwo słoneczko uderzy
W okno złocistym promykiem,
Budzę się hoży i świeży
Z antypaństwowym okrzykiem.

Zanurzam się aż po uszy
W miłej moralnej zgniliźnie
I najserdeczniej uwłaczam
Bogu, ludzkości, ojczyźnie.

Komunizuję godzinkę,
Zatruwam ducha, a później
Albo szkaluję troszeczkę,
Albo, gdy święto jest, bluźnię

Zaśmiecam język z lubością,
Znieprawiam, do złego kuszę
Zakusy mam bolszewickie
I sączę jad w młode dusze (…)”

Narodowcy byliby mocno zdziwieni gdyby doczytali, że to za sprawą Tuwima ułaskawiono skazanych na śmierć żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych. Poeta napisał w ich sprawie dramatyczny apel do Bolesława Bieruta.

 

 

Jestem żydem i Polakiem

Deklaracja religijna w niczym nie przeszkadzała Tuwimowi rozprawiać się ze swoimi braćmi w wierze:

„Daleki oczywiście od antysemityzmu, zawsze byłem, jestem i będę przeciwnikiem umundurowanych brodaczy i ich hebrajsko-niemieckiego bigosu oraz tradycyjnego kaleczenia mowy polskiej. Najwyższy czas, panowie, obciąć długopołe kaftany i kręcone pejsy, a także nauczyć się szacunku dla języka narodu, wśród którego mieszkacie”.

Wyjątkowo ostre podsumowanie „narodu wybranego” znalazło się w wierszu „Żydzi”. Gdyby napisał go współcześnie, nie mógłby liczyć nawet na cień zrozumienia w ramach wolności słowa.

Znienawidzony przez „prawdziwych Polaków” i „prawdziwych Żydów” żył w dziwnym rozkroku, coraz bardziej odgryzając się wszystkim. Dowód frustracji widać w manifeście „Wiersz, w którym autor grzecznie, ale stanowczo uprasza liczne zastępy bliźnich, aby go w dupę pocałowali”.

 

Hejter, który kocha

Czy w sercu hejtera jest miejsce na miłość? Jak najbardziej. Tuwim kochał swoją wybrankę – Stefanię Marchew. Nazywał ją Stefulinką, Stefeczką przepiękną, a nawet Fifunią. To ona była dla niego inspiracją, gdy pisał słynny tekst piosenki „Miłość ci wszystko wybaczy”.

Tuwim gardził miłością, którą można kupić. Szczególnie piętnował panie lekkich obyczajów:

„Puszczała się dziewczyna, puszczała z miłości,
Puszczała dla pieniędzy, puszczała z litości,
Aż taką masę razy upadła moralnie,
że całkiem się skurwiła – i wpadła fatalnie,
Albowiem w ciążę zaszła od jednego z gości:
Tak powstał skurwysyndyk masy upadłości.”

Kilka wierszy, utrzymanych w podobnym tonie sprawiło, że poeta dorobił się miana „żydowskiego pornografa”. Kazimiera Iłłakowiczówna publicznie deklarowała, że Tuwim ją zgorszył.

 

 

Kopalnia cytatów

Julian Tuwim zasłynął szeregiem komentarzy, dotyczących relacji damsko – męskich:

„Nie pożądaj żony bliźniego swego nadaremno.”
„Wierność – silne swędzenie z zakazem podrapania się.”
„Pesymista twierdzi, że wszystkie kobiety to nierządnice. Optymista twierdzi, że nie, ale ma nadzieję.”
„Błogosławiony ten, co nie mając nic do powiedzenia, nie obleka tego faktu w słowa.”
„Żyj tak, aby twoim znajomym zrobiło się nudno, gdy umrzesz.”
„Miłość: jedyna funkcja fizjologiczna, która zrobiła karierę.”

Artysta odszedł w samotności w 1953 roku. Zmarł na atak serca w pensjonacie „Halama” w Zakopanem, gdzie wybrał się na pierwszy po wojnie urlop zdrowotny.