Varia

Świńskie nadzieje

Nie przepadam za końcówką starego roku. Dziennikarsko ten czas źle mi się kojarzy. Listopad i grudzień upływa zwykle na podsumowaniach, komentarzach, zestawieniach. Niby mniej biegania niż zwykle, ale jakie żmudne przekopywanie się przez znane już frazesy. Identyczna tendencja do podsumowań jest obecnie w blogosferze, więc omijam szerokim łukiem subiektywne NAJ w każdej dziedzinie.

 

Karpiem i petardą

Uciekając od stron, które zwykle odwiedzam, głębiej wpadłam w objęcia social mediów. A tutaj wojny polsko – polskie, czyli dywagacje cykliczne, spod znaków różnych. Łatwo je rozpoznać po zakładkach na zdjęciach profilowych.

Po listopadowych, związanych ze stuleciem odzyskania niepodległości, od początku grudnia uaktywnia się frakcja obrońców karpia. Przekonywanie konsumentów do humanitarnego zabijania ryby zwykle przeradza się w rytualny atak na mięsożerców. Ich pożywienie przecież generuje więcej dwutlenku węgla niż talerz wegański.

Gdzieś w połowie grudnia pojawiają się obrońcy piesków, skołowanych sylwestrowymi petardami. To kolejny powód do wzajemnego okładania się argumentami i typowania, kto jest mniej ludzki. Po jednej stronie zakładka „Nie strzelam w sylwestra”, po drugiej zwolennicy głośnego żegnania starego roku. Alternatywą dla jednych i drugich mają być pokazy laserowe, które, niestety, też nie są bezpieczne. Można dostać od nich oczopląsu, ataku padaczki, przestraszyć latające ptaki a nawet pilota w samolocie. Impas.

Przed Bożym Narodzeniem były jeszcze nakładki ze słowiańskimi Szczodrymi Godami, ale poza mną i moim mężem nikt z nich nie skorzystał. Szkoda, były najbardziej neutralne.

 

 

Nowe słońce

Po zeszłorocznych atrakcjach, jakie był uprzejmy zaserwować mi los, z prawdziwą ulgą powitałam Nowy Rok. Ten odchodzący swoim pechem nie odpuszczał nas aż do sylwestra, kiedy to mój małż najpierw stłukł sobie bark a potem okaleczył sam siebie potężnym ekspresem do kawy. Dlatego rocznik 2018 przegoniliśmy 30 petardami nie chwaląc się tym faktem na facebooku, aby uniknąć linczu. Strat w zwierzętach, mieszkających po sąsiedzku w pensjonacie szwagierki, nie zanotowano.

Kolega pesymista przy okazji składania noworocznych życzeń przytomnie zauważył, że moja radość z nowej daty jest przedwczesna, ponieważ chiński rok Psa jeszcze trwa – do roku Świni/Dzika zostało kilka tygodni. Nie ostudziło to zapału, z jakim uczepiłam się rzymskiego datownika.

Świńskie nadzieje na lepsze jutro połączyłam z niedawnymi życzeniami z okazji Szczodrych Godów. Za najładniejsze uznałam te, w których stwierdzono, że Nowe Słońce robi swoje porządki, więc powinno się zapomnieć o tym, co właśnie przechodzi do historii. Łatwo powiedzieć, trudniej wykonać.

 

 

Dzikie awantury

Chichot losu w sprawie Roku Świni/Dzika dał o sobie znać już na początku stycznia wojną ekologiczną. Większość moich znajomych na swoich zdjęciach profilowych zamieniło się w dzika. W przypadku osób, które mają dziwne nazwy konta miałam problem z ich identyfikacją.

Polskie 12 miesięcy świńskiej władzy zaczyna się od przetrzebienia stad dzików w obronie świń. Jedne muszą umrzeć, aby inne mogły żyć w celach hodowlanych. Nie wiem dlaczego akurat tegoroczne polowania angażują aż tyle emocji, skoro co roku odstrzał dzików jest na podobnym poziomie.

Dyskusje zwolenników odstrzału i jego przeciwników rozpalały obie strony do czerwoności. Dyskretnie się z nich wycofałam, bo jedyne pytanie, jakie miałam w tym temacie dotyczyło ewentualnej dostępności mięsa z dzika. Dawno nie konsumowałam a pamiętam, że warto.

 

Serduszko z godłem

Dzik szybko dorobił się konkurencji w postaci serduszek WOŚP. Niektórzy połączyli jedno i drugie w jednej zakładce. Widziałam także wersję dzika, serduszka i tęczy w jednym, choć to dla mnie zagadkowe trio.

Kiedy filmiki z polowań obok tych z kwestującymi w najlepsze królowały na facebooku, pojawił się smutny finał tegorocznej Orkiestry. A po nim fala zakładek z godłem Gdańska, która trwa do tej pory. Przy całej sympatii do tego miasta, nie zostałam nagle Gdańszczanką. Serdecznie współczuję zszokowanej rodzinie prezydenta Adamowicza, ale w przeciwieństwie do większości aktywnych w sieci nie szukam winnych poza głównym sprawcą.

Z jakiegoś zupełnie nieznanego mi powodu powodu piękna chwila musiała przerodzić się w koszmar. Będzie ciągnęła za sobą smugę żałoby na kolejne orkiestrowe finały. Social media opanowały kolejne dyskusje, czy aby nie za bardzo przeżywamy to spektakularne morderstwo. Czy zamordowany zasłużył na te wszystkie celebracje. Nie każdy w tych dniach celebruje konkretną osobę. Niektórzy pochylają się nad misterium śmierci, której wybory nie są dla nas czytelne.

Jak długo potrwają internetowe wojny polsko – polskie? Pewnie tyle samo, co Orkiestra z odchodzącym i wracającym Owsiakiem, czyli do końca świata i o jeden dzień dłużej. Mam tylko świńską nadzieję, że ich intensywność nieco zmaleje.