Książki

Laleczki skazańców

Morderstwami jesień się zaczyna…

Druga połowa roku to czas, do którego najbardziej pasują mi kryminały. Jeśli cokolwiek w tym klimacie złowię wcześniej, lekturę lub oglądanie i tak zostawię na jesień.

Od października hurtowo nadrabiam zaległości serialowe. Zawsze zahaczę o  „Ripper Street”, które w kolejnych sezonach nadal trzyma poziom. Do łask wracają również świetne seriale BBC. W makabrycznych scenariuszach Anglicy nie mają konkurencji.  

Polski kryminał od lat nie odstaje od reszty świata. Do jesiennej lektury ustawiła mi się ostatnia część tetralogii Katarzyny Bondy o profilerce Saszy Załuskiej. Tuż za nią spoczywa dziewiąty kryminał Marka Krajewskiego „Mock. Pojedynek”. Cenię go nie tylko za styl i pieczołowicie oddany klimat przedwojennego Wrocławia, ale także za świetną znajomość greki i łaciny.

Jest jeszcze zapowiedź kontynuacji „Archiwum X” Izy Michalewicz. Autorka opisuje autentyczne historie nierozwiązanych zbrodni, którymi obecnie zajmują się wyspecjalizowane oddziały w większych miastach. W żadnym z nich nie pracuje kobieta.

Oko zawieszę również na nowych wpisach Minnie Kryminalistki. W jednym z nich przypomina postać Władysława Mazurkiewicza vel Eleganckiego Mordercy. Ostatnio poświęcono mu film „Ach śpij kochanie”. „Pięknego Władka” grał w nim Andrzej Chyra (mocno inspirując się mimiką Hannibala Lectera).

 

 

Niebezpieczne związki

Jako pierwsza do lektury wysunęła mi się jednak książka „Laleczki skazańców. Życie z karą śmierci” Lindy Polman. Dotyczy tak kuriozalnych upodobań, że odsunęła w cień pozostałe tomiki.

Oto bowiem do teksańskich więzień dla groźnych przestępców przyjeżdżają bogate, wykształcone Europejki. Dlaczego? Bo zakochały się w osadzonych tam psychopatach i koniecznie chcą ich poznać osobiście.

Co prawda, miłość niejedno ma imię, jednak nie wiedzieć czemu, to Europa staje się wylęgarnią najdziwniejszych pomysłów spod znaku Amora. Panie, zakochane w skazanych na śmierć mówią o sobie „Death row dollies” – „laleczki skazanych na śmierć”. 

 

Kim jest laleczka

To kobieta po czterdziestce. Pochodzi z takich krajów, jak Norwegia, Dania, Włochy, Holandia. Jest wykształcona, zna angielski w mowie i piśmie. Ma dorosłe dzieci i nieudane związki za sobą.

„Byłam mężatką przez 25 lat, ale on wolał telewizor. Przez całe małżeństwo miałam długie, blond włosy aż je ścięłam i przefarbowałam na rudo. Mąż nawet nie zauważył” – wyznaje Brytyjka, która nawiązała korespondencyjny romans ze skazanym na śmierć. Podczas spotkania na żywo, przystojny Apacz w przeciwieństwie do męża, zauważył nie tylko włosy, ale również ciekawy odcień szminki.

W jaki sposób kobiety poznają skazanego na śmierć? Pomaga w tym… Amnesty International. Organizacja, walcząca o zniesienie kary śmierci udostępnia kontakt do więźniów, osadzonych w celach śmierci w USA.

Są również portale internetowe, które ułatwiają taki kontakt, jak LoveAPrisoner.com. Skazani nie mają dostępu do Internetu. W celu podtrzymania kontaktu pozostaje tradycyjna korespondencja.

 

 

Kryzysowa narzeczona

Amerykanie w kontrze do europejskiego RODO mają liberalne prawo, dotyczące ochrony danych. Jeśli zna się imię i nazwisko skazanego, można wygooglować jego życiorys oraz informacje, dotyczące sprawy, za którą odsiaduje wyrok.

W Internecie są również dostępne raporty psychiatryczne konkretnych skazanych. Laleczki nie korespondują więc z osobami, o których nic nie wiedzą.

Co więcej, szukają mężczyzn z najbardziej makabrycznymi historiami. Złodziej, który podczas włamania przypadkiem kogoś zabił, raczej nie ma wzięcia. W przeciwieństwie do psychopaty, który zamordował własnych rodziców. Zwłaszcza, jeśli na zdjęciu prezentuje się przystojnie.

 

Goły jak skazaniec

W USA skazany na śmierć staje się własnością państwa. Lądując w celi śmierci otrzymuje dwie pary majtek, szczoteczkę do zębów i koc. Bez pomocy finansowej z zewnątrz nie ma szans na jakikolwiek kontakt ze światem.

Dlatego laleczki są im potrzebne. Płacą za zakupy, załatwiają lepsze jedzenie, leki. Zatrudniają prawnika, który próbuje się odwołać od wyroku. Prawie nigdy to się nie udaje, ale potrafi odsunąć w czasie egzekucję.

Panowie piszą do swoich sponsorek codziennie lub co drugi dzień. Epistoły nieraz liczą po kilkanaście stron. Opowiadają w nich o sobie, swojej samotności i marzeniach erotycznych. Proszą o podobne zwierzenia z drugiej strony.

Panie są porażone atencją, jaką im okazują nie biorąc pod uwagę faktu, że pisanie w celi śmierci to jedyna rozrywka. Tym chętniej uskuteczniana, jeśli daje nadzieję na pomoc materialną.

 

 

Randka w klatce

Listy w pewnym momencie przestają wystarczać. Pojawia się chęć odwiedzenia ukochanego. Pierwsze spotkanie to zwykle szok. Laleczka trafia do betonowego molocha, położonego gdzieś na teksańskim pustkowiu. Wewnątrz jest kilka bramek z kontrolą wchodzących oraz ochrona z karabinami maszynowymi i psami.

Strażnik odprowadza kobietę do jednej z kilkunastu klatek. Odwiedziny to cztery godziny rozmowy. Kobietę od więźnia oddziela gruba ściana, widzą się tylko przez niewielkie okienko. Rozmawiają przez telefon. Randkującym przez cały czas towarzyszy strażnik.

Panie zwykle są odświętnie ubrane i umalowane, ale nie mogą zaszaleć z wyzywającym strojem. Jeśli będą się starały odkryć co nieco, w każdej chwili strażnik może im kazać założyć mało elegancki, żółty kubrak.

 

Mój mąż psychopata

Bardziej zdeterminowane panie decydują się na małżeństwo ze skazanym. To całkiem spora grupa, która zapewnia sobie wsparcie poprzez portale społecznościowe oraz spotkania w realu.

Dla laleczki ślub to ostateczny dowód miłości skazanego. Dla niego gwarancja, że nie wyląduje na cmentarzu więziennym, tylko w miejscu wybranym przez niego lub małżonkę. Żona ma bowiem prawo do dysponowania ciałem po wykonaniu wyroku.

Ślub wygląda mało romantycznie. Narzeczona udaje się do urzędu stanu cywilnego, najbliższego więzieniu, w którym jest skazany. Podpisuje kilka dokumentów i tym sposobem zostaje mężatką. Często panie na taką okazję zapraszają żony innych skazanych. Po „ceremonii” idą do baru i świętują.

Mąż w tym czasie nadal siedzi w celi śmierci.

 

 

Po egzekucji

Odwlekanie wyroku również ma swój kres. Bywa, że świeżo opieczona mężatka szybko staje się wdową. O wykonaniu wyroku informują władze więzienia.

Niektóre laleczki po takim doświadczeniu już nigdy nie wracają do Teksasu. Są jednak takie, które uzależniają się od związków ze skazanymi na śmierć, więc szybko znajdują kolejnego kandydata.

Paradoksem tych relacji jest to, że wykształcone Europejki nigdy nie zwróciłyby uwagi na mężczyzn, do których piszą, gdyby ci nie wylądowali w celi śmierci. Te dwa światy w normalnych warunkach się nie spotykają.

 

Wszyscy zadowoleni

Proceder trwa, bo wszyscy na nim korzystają.

Pracownicy Amnesty International, skoro nie mogą pomóc w cofnięciu wyroku śmierci, usypiają swoje sumienie społecznika ułatwiając kontakt skazanych z laleczkami. Będzie im milej odchodzić z tego świata wiedząc, że są dla kogoś ważni.

Więźniowie są zadowoleni, bo mają czym zająć głowę a ponadto zyskują sponsorkę (bardziej obrotni nawet kilka).

Kobiety są szczęśliwe, bo im się wydaje, że mają faceta na wyłączność. W dodatku zawsze wiedzą, gdzie ten przebywa w danej chwili.

Więzienia w Teksasie również liczą zyski, bo naiwne panie dostarczają skazanym ubrania, leki, jedzenie, przez co oni mogą nieco zaniedbać swoje obowiązki względem osadzonych.

Syci są także adwokaci. Dostają kasę na wszystkie prawnicze czary mary, które w niczym nie pomogą, ale można za nie wystawić rachunek.

 

Post scriptum

Ile trwa miłość laleczki do skazanego? Nawet kilkanaście lat. Czy skazani odwzajemniają te uczucia? Całkiem możliwe. Trudno nie kochać osoby, dzięki której można choć trochę przedłużyć swoje życie.