Sztuka

„Roztańczeni z Mazowszem”

Zima zawitała do mnie dość szybko w tym roku, bo już w połowie sierpnia.

Od momentu śmierci mamy zmroziło mnie na tyle mocno, że jakoś nie zauważyłam upalnej końcówki lata i wietrznego początku jesieni.

Po raz pierwszy darowałam sobie zbieranie kasztanów. Zwykle dawały mi namiastkę domu w miejscu aktualnego pobytu. Ogołocony dom muszę sobie jakoś na nowo poukładać w głowie i sercu.

 

Zająć głowę

W ramach wyrwania się z odrętwienia po niedawnym pogrzebie, skorzystałam z mailowego zaproszenia na kolejny rok warsztatów tanecznych dla mojej pociechy.

Z początkiem roku szkolnego zaczęły się zapisy do pobliskiego Matecznika Mazowsze, gdzie ostatnie dwa lata upłynęły nam na zajęciach z baletu. Tegoroczne miały być podobne, kontynuacja nauki pod okiem mojej imienniczki, pani Klaudii.

Niestety, ambitne plany pokrzyżowała dyrektor naszej szkoły. Mimo wcześniejszych deklaracji o zniesieniu zmianowości, wrzesień zaczęliśmy z planem lekcji, w którym ostatnia godzina nauczania początkowego kończy się o 16.25.

Balet z Panią Klaudią zaczyna się o 16.00. Nie ma opcji ucieczki z ostatniej lekcji i to w dodatku dwa razy w tygodniu.

 

Z baletu w nowoczesność

Jedna decyzja dyrektorki, mającej opinię mało przyjaznej rodzicom, dzieciom a nawet szkole, spowodowała sporą konsternację przy zapisach na warsztaty taneczne i muzyczne.

Okazało się, że grupy, zaczynające się od godziny 16.00 będą świeciły pustkami a te z godziny 17.00 cierpią na nadmiar zainteresowania. Pociecha, jeśli chce nadal tańcować, musi zrezygnować z baletu w swojej kategorii wiekowej. Nie dla niej również zajęcia z tańca ludowego.

Znalazła się tylko jedna grupa, w której mogłaby kontynuować naukę – taniec nowoczesny. Zainteresowanie nią było tak duże, że po dwóch godzinach od momentu rozpoczęcia zapisów, lista była pełna wraz z opcją rezerwową.

Mimo, że teoretycznie zapisy na warsztaty mają trwać cały tydzień.

Pani Ania

Podstawowy dylemat mojego dziecka – jaka będzie nowa Pani, rozwiązał się stosunkowo szybko.

Znając jej imię i nazwisko, wypatrzyłam ją we wrześniowym numerze Twojego Stylu. Przedstawiono w nim trzy panie, związane z „Mazowszem”, w tym Annę Paś. Wszystkie opowiadały o swoich początkach w zespole, średnio entuzjastycznym przyjęciu przed starsze roczniki i wielkiej pracy, jaką należy włożyć w taniec ludowy.

Zdecydowana większość tancerek ludowych to absolwentki szkoły baletowej. Lata ciężkich ćwiczeń i dyscypliny pomagają sprostać kanonom, wyznaczonym jeszcze przez Mirę Sygietyńską (jej mąż, współzałożyciel „Mazowsza” bardziej skupiał się na muzycznym aspekcie zespołu).

 

Liga mistrzyń

Mazowszanki niskie (które mają poniżej 170 cm) zwykle tańczą oberki i kujawiaki. Wyższe mają tańce „dostojne”: polonezy, mazury. Wszystkie tancerki mają buty na sznurówki, bo suwak może być zawodny.

W temacie kostiumów panuje reżim, narzucony przez Sygietyńską. To ona wytaliowała serdaki, dopasowała bluzki i wprowadziła szycie sukni pod cyrkiel. Dzięki temu na scenie wszystkie układają się pod sznurek. Kolory i wzory są pod kontrolą, żeby dwie identyczne spódnice nie wylądowały obok siebie. Blondynki nie maja jasnych chustek, brunetki ciemnych.

Podczas występu każda tancerka średnio zmienia siedem koszul. Do tego spódnice, wianki, korale. Na zmianę całego kostiumu jest około 3 minut.

 

Sen w ruinach

Pomysł stworzenia „Mazowsza” powstał w głowach Miry i Tadeusza Sygietyńskich jeszcze w czasie wojny. To w powstańczych ruinach obiecali sobie, że jeśli przeżyją, będą krzewić kulturę ludową.

Po wojnie Tadeusz Sygietyński żył jeszcze 10 lat. Jego żona szybko musiała zapomnieć o czasach, kiedy jeździła po Warszawie czerwonym kabrioletem. Zespół tworzyła od zera, ale udało jej się ukochany folklor wprowadzić na salony.

Dziś „Mazowsze” to nowoczesna siedziba, ale i urokliwa bursa za pałacykiem założycieli zespołu. Bywa, że podczas przedstawień w Mateczniku Mazowsze to właśnie do bursy przenoszą się małe tancereczki, trenujące podczas warsztatów.

Szczęśliwym zrządzeniem losu „Mazowsze” jest już opieką Ministerstwa Kultury, nie Marszałka Województwa. O taki status całe lata walczył Bogusław Kaczyński, który niestety nie dożył momentu nobilitacji zespołu.