Bez kategorii

Niedobry czas

Całkowite trzęsienie ziemi na ulicy Kasztanowej.

Zmarła moja mama.

Miejsce azylu i wyciszenia stało się w jednej chwili przerażająco puste.

Jeszcze niedawno porządkowałam myśli w Jej towarzystwie a teraz przyszło mi ogarniać sprawy, związane z Jej pogrzebem.

 

Lista osób, z którymi należy rozmawiać w momencie, kiedy brakuje głosu, poraża.

Ratownicy z pogotowia, pan z zakładu pogrzebowego, lekarz rodzinny, ksiądz, grabarz z pretensjami, dlaczego nie wybrano usług jego firmy pogrzebowej, kamieniarz, pani z Urzędu Stanu Cywilnego, która „wymeldowała” Mamę z rejestru osób żywych. Czego paskudnym elementem jest przecinanie nożyczkami dowodu osobistego.

 

Do tego trudna do policzenia ilość telefonów do rodziny i znajomych.

Wszyscy zaskoczeni, przejęci, współczujący.

To nie są zadania dla jednej osoby a jednak spadły głównie na mnie.

Nieco zaskoczyło mnie podsumowanie moich działań podczas mszy pogrzebowej, kiedy ksiądz podziękował „Córce” doskonale wiedząc, że nie jestem jedynaczką.

 

Gdzieś tam podświadomie czułam, że to nie będą dobre wakacje.

Choroba Mamy nie odbierała nam nadziei, ponieważ nie trafił jej się najgorszy przeciwnik.

Wszyscy nastawiliśmy się na walkę i pozytywne myślenie.

Tymczasem optymizm boleśnie z nas zakpił.

 

Jest coś irracjonalnego w tym, że widzi się człowieka osłabionego, ale pełnego inwencji, rozdzielającego najpilniejsze obowiązki po czym kilkadziesiąt minut później patrzy się na ratownika medycznego, który rozkłada bezradnie ręce po długiej reanimacji.

Szok, niedowierzanie i milion pytań, jaka będzie teraz moja ulubiona ulica Kasztanowa.

Część jej genius loci jest już w zaświatach.