Książki

„Drogi przywódca”

Panowie Donald Trump i Kim Dzong Un już po rozmowie w cztery oczy. Oczu de facto było więcej, bo przywódcom towarzyszyli tłumacze. Oznacza to, że benjaminek Kim niewiele pamięta z angielskiego i francuskiego, których jeszcze kilka lat temu uczył się na studiach w Szwajcarii.

Trudno wierzyć w szczere intencje samego Kima Numer Trzy. Wszystko wskazuje na to, że ma nóż na gardle u siebie i tylko z tego powodu negocjuje. Reżim w kraju utrzymuje się głównie przy pomocy 2 milionowej armii. To ona jest beneficjentem choćby paczek żywnościowych. Jeśli jednak wśród uciekinierów z Korei znajdują się żołnierze z objawami wycieńczenia i głodu, istnieje obawa, że te 2 miliony posłusznych wojskowych może się zbuntować. 

Relacja ekskluzywna

A u mnie na stole świdrująca trzewia, druga lektura koreańska „Drogi przywódca” autorstwa Jang Jin-Sunga. Imię zmienione w celu uniemożliwienia jego identyfikacji. To wyjątkowo wiarygodne spojrzenie na koreański reżim, ponieważ relacja dotyczy tak zwanego „Dopuszczonego”, czyli człowieka, który miał bezpośredni dostęp do Kim Dzon Ila.

„Dopuszczony” to osoba, która została wyselekcjonowana do udziału w przyjęciu z przywódcą. Na takie wyróżnienie trzeba było sobie zasłużyć. Zaproszenie jest anonsowane przez policyjnego tajniaka wyższego szczebla, więc szczęśliwiec w pierwszej chwili myśli, że właśnie został aresztowany. Z piekła własnych myśli w kilka godzin ląduje w niebie na wystawnej imprezie.

Pamiątką po niej jest kielich, którym „Dopuszczony” mógł się stuknąć z wielkim wodzem. Niewiele osób posiada taką relikwię. Ląduje ona w centralnym miejscu mieszkania w oszklonej gablocie, regularnie pucowanej i całowanej. Jang miał okazję stuknąć kielich Kima w ramach uznania za jego teksty poetyckie, które wygrywały wszystkie krajowe konkursy. Z przyjęcia pamięta głównie mnogość potraw i wodza, skupionego wyłącznie na własnym piesku.

 

Wyboista droga do poezji

Jang Jin-Sung zdobył wielką popularność jako poeta, piszący patriotyczne peany o Kimach i szczęśliwych obywatelach Korei Północnej. Dzięki temu mimo bardzo młodego wieku miał zapewnioną świetną posadę i masę przywilejów.

Jako syn lekarki nie wiedział, czym jest północnokoreańska bieda – jego jedno z wielu wspomnienie ze szkoły to rozmowa z koleżanką podczas jedzenia mandarynek. Owocu, którego jego rodacy najprawdopodobniej nawet nie znają.

Jang miał być pianistą i pewnie by nim został, gdyby nie nagła miłość do poezji. Był już wówczas w szkole muzycznej, co ustawiało jego karierę i życie na najbliższe dziesięciolecia.

Żeby mógł zmienić profil klasy na literacki, trzeba było  specjalnego dekretu. Zwykle takie starania się nie udawały, w tym przypadku pomógł fakt, że zainteresowany  wygrał ogólnokrajowy konkurs na wiersz. Wygrana oznaczała przeprowadzkę jego i rodziców do Pjongjangu.

Poeta do zadań specjalnych

Czym zajmuje się poeta w Korei Północnej poza tym, że wielbi aktualnie rządzącego Kima? Dostaje dość mocno fikcyjną posadę w departamencie, szpiegującym Koreę Południową.

Dzięki temu mógł codziennie czytać prasę sąsiadów z południa oraz odwiedzać ich strony internetowe. Wiedział więc doskonale o wszystkim, co dzieje się nie tylko w kraju, ale również poza jego granicami.

Mając fikcyjną tożsamość Koreańczyka z Południa, pisał pozytywnie na temat aktualnych wydarzeń na północy. Jego dzieła trafiały do internetu siejąc propagandę prokimowską. Jeden z najlepszych poetów pracował więc głównie jako sieciowy troll.

 

Dwa światy

Im więcej czytał, tym więcej pytań rodziło się w jego głowie. Widział, że kondycja gospodarki Korei to prawie ruina, mimo oficjalnej opinii o jej świetności. Sam nie narzekał na warunki bytowe i zarobki.

Tak bardzo wsiąkł w życie stolicy, że prawdziwym szokiem był dla niego krótki pobyt na prowincji, z której pochodził. Zaledwie kilkadziesiąt kilometrów od Pjongjangu wodę i mydło do mycia twarzy sprzedawano za pieniądze. Ludzie robili sobie kołdry z filtrów po papierosach a większość jego dawnych znajomych, sąsiadów i nauczycieli poumierało z głodu.

Przed powrotem do stolicy był jeszcze świadkiem publicznej egzekucji na rolniku, który z głodu ukradł worek ryżu.

 

Dostatek dla wybranych

Jego własne życie drastycznie odbiegało od tego, co zobaczył. Tygodniowo dostawał ponad 5 kilo mięsa i owoców morza. Miał swobodny dostęp do artykułów zachodnich, rozdawanych dygnitarzom z zachodnich paczek, przeznaczonych dla głodującej ludności.

Ta akcja stanowi pokłosie wysyłanej w czasie wielkiego głodu zapomogi. „Żmudny marsz” (eufemistyczna, propagandowa nazwa klęski głodu z lat 90-tych) spowodował spustoszenie populacji na prowincji. Władza w stolicy nadal miała wszystko, choć w nieco mniejszej ilości.

O tym, jak dobrze wiodło się zaufanym współpracownikom Kim Dzong Ila świadczy fakt, że jeden z nich posiadał 10 pokojowy apartament w stolicy, w którym podłogi wykonano z marmuru karraryjskiego. W kraju, obłożonym wszystkimi możliwymi rodzajami embarga.

 

Nadmiar wiedzy szkodzi

Przełomem w rozmyślaniach Janga o obłudnej władzy była książka, z której dowiedział się o tym, że Kim Dzong Il nie jest sukcesorem Kim Ir Sena, tylko de facto odebrał ojcu władzę. Takie smaczki można było znaleźć w głównej bibliotece w stolicy.

Część tekstu była zamazana czarnym markerem, jednak nawet z tej pozostałej można było wyczytać wiele ciekawostek. Z obawy o faworyzowanie przyrodniego rodzeństwa Kim Dzong Il zaczął skupiać dookoła siebie dwór podczas, gdy jego ojciec celebrował własną boskość.

Łaskawie nie kazał zabić przyrodniego brata, tylko wysłał go na daleką placówkę dyplomatyczną – drugi syn Kim Ir Sena, Kim Pyong Il przez prawie 20 lat był ambasadorem Korei Północnej w Polsce, co było dla naszego kraju ponoć wielkim zaszczytem. Obecnie rezyduje w Pradze.

 

Niebezpieczna drzemka

Książka trafiła w ręce przyjaciela Janga, pracownika Departamentu Piątego, zajmującego się rozrywką wielkiego wodza. Nie był upoważniony do jej czytania, ponieważ nie miał dostępu do biblioteki. Miał zapoznać się z jej treścią po czym szybko ją zwrócić.

Niestety, zgubił ją w metrze, w którym uciął sobie drzemkę. Książka przekazana przez jednego z pasażerów szybko wróciła na swoje miejsce, jednak wszczęto śledztwo, dlaczego znalazła się poza biblioteką.

Po sygnaturze ustalono, kto ją wypożyczył. Normalna procedura oznaczałaby natychmiastową egzekucję sprawcy kradzieży. Ale Jang był „Dopuszczonym”. Dopóki nie było przeciwko niemu dowodów w postaci zidentyfikowanych odcisków palców był nietykalny.

 

Ucieczka ze stolicy

Sam zainteresowany wiedział, że dowody przeciwko niemu znajdą się szybko. Chcąc uniknąć aresztowania, podjął decyzję o ucieczce wraz z zapominalskim przyjacielem. Skorzystali z pozwolenia na swobodne poruszanie się po kraju, jakie gwarantowały ich departamenty.

Kierowali się w stronę granicy z Chinami. To najczęstszy szlak dla osób, które zamierzają uciec z Korei. Jang zostawił bez pożegnania niczego nieświadomych rodziców i rodzeństwo, których nigdy więcej już nie spotkał.

Opis przeprawy przez rzekę Tumen, złapanie przez wojsko i próba weryfikowania tożsamości telefonicznie (szczęśliwie padł prąd, przez co nie dodzwoniono się do centrali w stolicy) to materiał na dobry film akcji. Przyjaciele w obawie przed wywiezieniem do stolicy zdecydowali się na ucieczkę pod ostrzałem żołnierzy.

Tumen to rzeka przy trzech granicach, rosyjskiej, chińskiej i północnokoreańskiej. Zimą zamarza, co sprzyja uciekinierom z Korei. Nie odstrasza ich nawet kilkumetrowy mur z zasiekami, który postawili Chińczycy aby zapobiec niekontrolowanym przejściom przez granicę.

Przekroczenie granicy to czasem wstęp do innego piekła. Wiele kobiet po ucieczce do Chin staje się ofiarą handlarzy ludźmi i ląduje w domach publicznych lub wiejskich stodołach, gdzie przez lata są wykorzystywane seksualnie.

 

Alarm przy granicy

Po stronie chińskiej panika, ponieważ z Korei Północnej tym razem uciekli wysocy urzędnicy państwowi. W razie, gdyby komuś przyszło do głowy pomagać uciekinierom, rozpuszczono plotkę, że poszukiwani są mordercami.

Przyjaciele planują przedostać się do ambasady Korei Południowej w Pekinie. Po drodze śpią na mrozie lub w napotkanych szopach. Nieliczni, którzy odważą się im pomóc dostarczając jedzenie, mają wiele nieprzyjemności ze strony chińskich władz. Mimo braku odpowiednich warunków, obaj muszą dbać o wygląd – uciekiniera z Północy poznaje się po szarej cerze i wychudzeniu.

Chińska rodzina przyjaciela Janga, wystraszona zarzutami o morderstwo, odmawia pomocy. Ten załamuje się, że został sam, skoro nawet bliscy nie wierzą w jego niewinność. Panowie rozdzielają się, aby wzbudzać mniejsze podejrzenie.

Kolega zostaje złapany o czym Jang dowiaduje dopiero kilka miesięcy później. Podczas deportacji do Korei prosi o zatrzymanie się w celu załatwienia potrzeby fizjologicznej. Rzuca się z pobliskiej skały. Nieświadom tragedii, jaka spotkała przyjaciela Jang jedzie dalej.

 

Obywatel ścigany

Korzystając z pomocy przypadkowych kierowców powoli zbliża się do celu swojej podróży. Przez chwilę pracuje jako pianista, dopóki jego podopieczny kilkulatek nie donosi policji, że w domu mieszka pan, który nie może wychodzić na zewnątrz.

Zaczyna się kolejna ucieczka, spanie na mrozie a w końcu pożyczka pieniędzy od nieznanego człowieka na bilet do Pekinu. W międzyczasie Jang kontaktuje się z mediami południowokoreańskimi, prosząc o pomoc już w samym Pekinie (przydała się znajomość tytułów prasowych z czasów trollowania).

Dziennikarze w kilka chwil orientują się, że osoba, z którą rozmawiają, jest poszukiwana przez wojsko koreańskie i chińskie. Obiecują pomoc.

 

Z Pekinu do Korei Południowej

Ambasada koreańska w Pekinie jest obstawiona wojskiem chińskim. Dla Koreańczyka z północy, który chce starać się o azyl jest praktycznie nieosiągalna. O tym, jak udało się do niej dostać i uzyskać pomoc, Jang póki co nie może mówić. W krótkim czasie ląduje w Korei Południowej.

Przez 8 miesięcy jest przesłuchiwany, ponieważ jego wiedza jest wyjątkowo cenna. Ostatecznie otrzymuje obywatelstwo tego kraju.

Pjongjang o nim nie zapomina. Do Korei Południowej regularnie wysyłani są agenci w celu zlikwidowania wyklętego poety. Jang przez całą dobę ma zapewnioną ochronę mimo, że mieszka w strzeżonej dzielnicy. Ożenił się z Koreanką z południa, ma syna.

Do dziś śni mu się, że wpadł w ręce służb z jego kraju i czeka na deportację.