Książki

Opowieści dubajskie

Ostatnio sporo zamieszania narobiła książka „Dziewczyny z Dubaju”, która jest efektem dziennikarskiego śledztwa Piotra Krysiaka. W trzy dni zniknął cały jej nakład. Autor demaskuje modny, dubajski kierunek turystyczny jako szlak międzynarodowej prostytucji. Książki nie czytałam, dlatego nie wiem, czy podane są w niej nazwiska osób, które pokusiły się o tego typu karierę. Wiem natomiast, że tytuł wzbudził spory popłoch w świecie celebryckim. Kilka byłych miss szykuje się nawet do wspólnego oświadczenia, ponieważ środowisko konkursów piękności również znalazło się na celowniku dziennikarzy.

 

Pustynny lans 

Dubaj to wyjątkowo modne miasto. Moja bogata, „patologiczna” koleżanka (bo poznana na patologii ciąży) pojechała tam z niespełna 5 miesięczną córeczką – wcześniakiem.

– Nie boisz się zabierać malutkie dziecko do innego kraju? – dopytywałam.

– No coś ty. Tam jest czysto, wręcz sterylnie – odpowiedziała. – Poza tym, jeśli mieszkasz w Konstancinie, nowego członka rodziny musisz odpowiednio zaprezentować światu. Najlepiej w pięknych okolicznościach przyrody.

Kilka tygodni później zobaczyłam zdjęcia roześmianego bobasa na piaszczystej plaży.

Nie wszystko złoto… 

Wiedzę o Dubaju warto czerpać nie tylko z agresywnych reklam biur turystycznych i opowieści tych, którzy odhaczyli to miasto na mapie zdobyczy. Ja skorzystałam z obserwacji Jacka Pałkiewicza, które zamieścił w książce „Dubaj. Prawdziwe oblicze”. Złociutki front książki wypatrzyłam w bibliotece. Autora kocham za nietuzinkowy życiorys. Ten człowiek jest całe życie w drodze, trudno znaleźć miejsce, którego nie odwiedził.

Urodził się w niemieckim obozie pracy w Immensen. Karierę podróżniczą rozpoczynał jako oficer na statkach taniej bandery panamskiej. Był też inspektorem kopalni diamentów w Sierra Leone i kopalni złota w Ghanie. Odkrył źródła Amazonki, za co od lat kłania mu się w pas Wojciech Cejrowski. Jest też specjalistą od survivalu – szkolił między innymi marines z technik przetrwania w różnych miejscach świata.

Prywatnie to niezwykle mądry, uroczy człowiek bez cienia megalomanii. Z okazji okrągłej rocznicy ślubu postanowił swojej włoskiej żonie wynagrodzić trud wieloletniego bycia – niebycia razem i zorganizował wyprawę do Dubaju. Oczywiście z zamiarem opisania wrażeń.

 

Seks, drugs and koran

Jego książka to bardzo odważna próba odbrązowienia państwa – miasta epoki postnaftowej. Dubaj kojarzy się jako miejsce luksusowego życia bez większych problemów. Jednak w rzeczywistości to zadłużony po uszy raj podatkowy. Jego władze kupują sobie względny spokój u kilku liczących się klanów plemiennych. Miasto jest globalną pralnią brudnych pieniędzy, pochodzących z handlu ludźmi, bronią i narkotykami.

Dubaj to miasto 35 tysięcy prostytutek (jest ich 10 razy więcej niż w Amsterdamie). W 2008 roku miasto prawie zbankrutowało. Jego długi kupili sąsiedzi. Z tego powodu w ostatniej chwili hotel – żagiel, wizytówka miasta, na którego otwarciu była nawet Elżbieta II, dostał nazwę Burdż Halifa (imię szejka z Abu Dhabi, spłacającego długi) a nie Burdż Dubaj, jak było w planach.

To trochę tak, jakby budowę lotniska Wałęsy w ostatniej chwili przemianować na lotnisko Gorbaczowa…

 

Marzenie rentiera

O mieszkańców tej pustynnej metropolii Pałkiewicz pytał wiele osób. Opinie były bardzo podobne. Emiratczycy to ponoć zadufani w sobie egocentrycy, gardzący wszystkimi, nawet chętnie inwestującymi u nich obcokrajowcami.  W większości to wnukowie beduinów, którzy przesiedli się z wielbłąda do maybachów. Niestety, ich mentalność nie ewoluowała ani trochę.

Tak bardzo dbają o czystość własnej krwi, że ponad połowa małżeństw jest zawieranych w obrębie niedalekiej rodziny. Stąd duża ilość upośledzeń wśród noworodków, o czym nie wolno mówić publicznie. Chorych, dużych i małych, umieszcza się dyskretnie w luksusowych szpitalach. Nie mają prawa pojawiać się w przestrzeni publicznej.

Bogacze stawiają na ekstremalny luksus. Modne jest na przykład wożenie sokoła kilkumetrowym jaguarem na pustynię, żeby sobie poszybował (sokolnictwo to ulubione zajęcie lokalnych milionerów mimo, że wiele krajów zabrania kupowania i wywożenia tych ptaków).

Kolejny snobizm to polowanie na dwucyfrowe tablice rejestracyjne, które są dostępne na specjalnych aukcjach. Ich ceny znacznie przewyższają ceny aut.

Między nami megalomanami

Dubaj nie ma tradycji ani tożsamości, za to wszystko musi mieć NAJ. Wiele projektów przeinwestowano, jak wyspę – mapę świata. Również słynna palma z luksusowymi apartamentami to niedopracowany projekt. Zatoki pomiędzy wyspami nie radzą sobie z odprowadzaniem ścieków. Wielu znanych i bogatych, którzy połasili się na prestiżową lokalizację, nie odwiedza swojego apartamentu, tylko wynajmuje go za sporą sumę.

Komunikacja miejska działa jak marzenie. Mimo to korzystają z niej tylko obcokrajowcy i biedota. Ponad 700 autobusów, jeżdżących po Dubaju wyprodukowano w polskim Solarisie. Bilety są tańsze niż w Warszawie.

Metro nie ma motorniczego. Zanim pociąg pojawi się na stacji, na całą jej szerokość rozchylają się szklane szyby, zapewniające bezpieczeństwo. Samobójcy muszą szukać innego miejsca na zakończenie swojego żywota.

 

Udręki ekspata

Władze miasta ustawowo gwarantują swoim mieszkańcom etaty nawet w zagranicznych firmach. Pracownik spoza ZEA zarabia kilkakrotnie mniej od swojego arabskiego kolegi. Młodzi tubylcy mają mentalność rentiera. Nie muszą się starać w pracy, bo i tak nikt ich nie zwolni. Spóźniają się, nie wnoszą nic konstruktywnego do firmy, nie mają chęci do nauki.

Ekspaci nie tylko zarabiają mniej, ale jeszcze wykonują obowiązki za kolegów. O tolerancji religijnej nie ma mowy – podczas ramadanu osoby innych wyznań zwykle jedzą w toalecie, kryją się nawet z piciem wody. Nie ma czegoś takiego, jak świadczenia socjalne dla obcokrajowca. Europa mogłaby uczyć się tego podejścia od wschodnich krajów.

Jeśli kogoś nie stać na życie w Dubaju, musi go opuścić do 30 dni o ile jest wypłacalny. Jeśli ma długi, ląduje w więzieniu. Pałkiewicz dopytywał o porzucone w różnych częściach miasta samochody. Usłyszał, że to auta ekspatów, którzy dowiadując się o swoich problemach finansowych porzucają je i uciekają na lotnisko, bojąc się aresztowania. Nie wracają nawet po osobiste rzeczy do mieszkania.

Cel uświęca środki

W książce jest też rozwiązanych kilka zagadek. Autora intrygują między innymi strzeliste wieżowce. Wyłaniające się z piasków pustyni  ani drgną a powinny się chwiać od wiatru. Okazuje się, że pracujący przy ich stawianiu Azjaci musieli się przekopać przez 30 metrów pustynnego piasku do skał, będących kiedyś dnem morskim. To na nich osadzono idealnie proste budynki.

W wieżowcach nie ma systemu pomp, który zapewniałby bieżącą wodę na dużej wysokości. Co określoną ilość pięter zbudowano ogromne baseny, które kumulują wodę.

W Dubaju nie ma również zamachów terrorystycznych. Władze szukają byłych pracowników służb, zwłaszcza z dawnego bloku komunistycznego. Za ogromne sumy dostają etat i wiele przywilejów. Większość wieżowców chronią dyskretnie ukryci snajperzy. Jeśli kogoś zastrzelą, zwykle informacja o tym nie przedostaje się do opinii publicznej.

 

Bohaterowie ostatniego planu

Miasto powstało dzięki niewolniczej pracy Azjatów, z których większość to chrześcijanie. Zbyt biedni, żeby wracać do siebie, zresztą często odbierane są im paszporty. Ich rodziny uważają, że trafił im się życiowy fart, bo uciekli z krajów, gdzie zwykle pracy nie ma. Wizyta na przedmieściach jest zakazana przez władze miasta i grozi deportacją z kraju.

Do dzielnic, w których mieszkają wykonawcy drapaczy chmur wjeżdża się dopiero po uzyskaniu pozwolenia miejscowej mafii. Jacek Pałkiewicz potrzebował dodatkowo ubrania robotnika, by wejść do pracowniczego busa. Poznani przez niego Azjaci mieszkają po kilkunastu w jednym pokoju. Mają niewiele wody, zero klimatyzacji i trudny dostęp do jakiejkolwiek opieki medycznej. Umierają od upału na budowach, ponieważ nie robi się przerw na najbardziej gorące godziny w ciągu dnia, kiedy temperatury sięgają na wysokościach nawet 50 stopni. Robotnik fizyczny to najbardziej pogardzana kategoria pracowników. Mieszkańcy Dubaju zdają się nie zauważyć ich istnienia.

Za ujawnione w książce informacje Jacek Pałkiewicz ma zakaz wjazdu do Dubaju pod groźbą aresztowania.