Sport,  Wydarzenia

Czarne emocje

Co robi kobieta na zawodach żużlowych? Ano kibicuje naszym. A przy okazji próbuje zapomnieć o chorobach, które w najbliższym otoczeniu sypią się jak z rogu obfitości.

 

Uwaga, sezon

W ten weekend przyciągnęło mnie na premierę sezonu cyklu FIM Speedway Grand Prix, który zorganizowano na Stadionie Narodowym. Lokalizacja była najprawdopodobniej podyktowana tym, że to największy, wielofunkcyjny obiekt w Polsce.

Przez ostatnie 4 lata Warszawa stała się dla kibiców „czarnego sportu” jednym z najważniejszych miejsc, goszczących cykl Grand Prix. Impreza była połączona również z walką o Indywidualne Mistrzostwo Świata w żużlu.

Polscy żużlowcy od lat należą do najlepszych na świecie. Szanse zdobycia trzeciego w historii złotego medalu dla rodaków skusiły ponad 55 tys. kibiców. To rekord frekwencji w historii cyklu.

Wiele lat temu żużel bardziej kojarzył się z cyklicznymi imprezami na Śląsku. Jednak liczne kluby, które do dzisiaj tam istnieją z czasem straciły na swojej wartości. Co prawda, część fanów najchętniej widziałoby imprezę tego typu na profesjonalnym torze (Śląsk nadal ma ich najwięcej), ale prestiż miejsca jest chyba dla sponsorów ważniejszy od sentymentów.

Tu i ówdzie dało się jednak słyszeć stwierdzenie, że tor żużlowy to nie jest babka z piasku, którą można usypać w dowolnie wybranym miejscu, nawet jeśli nosi ono nazwę PGE Narodowy.

Odrobina sprytu

Żeby móc zakosztować majowych wrażeń kibica żużla za w miarę rozsądną cenę 59 złotych, trzeba polować na bilety już w styczniu. W dniu imprezy wejściówki nadal były dostępne, ale za nieprzyzwoitą cenę. Imprezy masowe rządzą się wzmożonymi środkami ostrożności.

W przypadku żużla bardzo niepożądane są zakrętki od butelek, które odbierano wchodzącym, pozostawiając właścicielowi otwartą butelkę. Bardziej przezorni chowali je w nieobmacywane rewiry lub wkładali mniejsze butelki do plecaka dziecka. Zaskakujące, jak oceniane są różne gadżety w zależności od dyscypliny sportowej, na którą się wybieramy. Nakrętka to jednak mniejszy problem niż masowo wnoszone race na imprezy piłkarskie. 

Doświadczony kibic wiedział również, że na taką imprezę warto zabrać dla juniora słuchawki, izolujące od hałasu.

Łapanie zasad żużla

Stadion Narodowy to świetnie zorganizowany moloch o trudnej do policzenia ilości wejść/wyjść. Jednak nad jego topografią nie panują nawet pracownicy, wynajęci do konkretnej imprezy (mimo mapek, w jakie zostali wyposażeni). Najlepiej więc szukać swojego sektora na własną rękę a na krótką chwilę przed finałem zejść nieco niżej, żeby nie opuszczać obiektu wraz z największym tłumem.

Żaden żużlowy wyjadacz nie był w stanie wytłumaczyć mi, dlaczego poszczególne wyścigi mają nazwę „bieg”, skoro po torze żużlowym biegają jedynie wyjątkowo często wzywani ratownicy medyczni. Potrzebował ich nawet mistrz świata Nicki Pedersen. Choć nikt go nie atakował, wpadł w bandę i z powodu bólu ręki wycofał się z zawodów

Całe zawody to 20 biegów, po których następują dwa półfinały i finał. Spośród 18 zawodników doliczyłam się 8 Polaków, wyjątkowo ciepło oklaskiwanych (choć największe brawa wieczoru zebrał obecny tylko na telebimie Tomasz Gollob).

Polak trafił również do finałowej czwórki. Maciej Janowski po kapitalnym boju zajął jednak drugie miejsce w Grand Prix Polski. Co prawda wyszedł na prowadzenie, ale gdy podniosło mu koło, Brytyjczyk Tai Woffinden wyprzedził go i nie oddał już prowadzenia. Trzeci był Szwed Fred Lindgren, zwycięzca sprzed roku, kiedy również Polak był o włos od pucharu.

Wielu kibiców darowało już sobie wysłuchanie hymnu na cześć angielskiej królowej i oglądanie pokazu sztucznych ogni na stadionie, dzięki czemu tłum rozchodził się etapami. Dla śpieszących się na parking był za to piękny widok oświetlonego stadionu i samej Warszawy.