Filmy

Ojciec śmieszny

42 lata temu trudno było o dobry film w telewizji. Zaledwie jeden program w języku polskim zwykle nie rozpieszczał widzów swoją ofertą. Wyjątkiem były święta komunistyczne, które celebrowano czymś ekstra. 1 Maja proletariat doceniono komedią „Oscar” z Louisem de Funesem.

 

Mistrzowska mimika

Bohaterem filmu jest Bertrand Barnier, który jednego dnia dowiaduje się, że jego córka jest w ciąży, pracownik ukradł z firmy sporo pieniędzy a służąca rezygnuje z pracy, aby poślubić bogatego sąsiada.

Klasyczna komedia omyłek to piękny pokaz mistrzostwa Funesa. Zwłaszcza scena, w której znęca się nad swoim nosem. Dzisiaj łatwo ją znaleźć na youtube, wówczas była nie do powtórzenia. Dla mojej mamy śmiech, jaki wygenerowała, był początkiem bólów porodowych. Filmu nie obejrzała do końca, ponieważ musiała jechać do szpitala. Po kilku godzinach pojawiłam się JA.

Louis de Funes to człowiek, który przyłożył rękę (nos) do mojego przyjścia na świat. Taki „ojciec śmieszny” mimo woli. Szczegóły tej historii odtwarzałam niedawno z mamą przypominając sobie również samego Funesa. Kilku rzeczy o nim nie wiedziałam.

 

Od arystokraty do ikony filmu

Ikona francuskiego kina to w rzeczywistości hiszpański arystokrata. Jego ojciec porzucił zawód adwokata na rzecz handlu diamentami. Matka była choleryczką o bardzo zmiennych nastrojach. To jej miny były dla małego Louisa pierwszą szkoła aktorstwa. Zbyt niski, żeby upomniało się o niego wojsko, podczas wojny trafił do rezerwy. Zarabiał w barach przy placu Pigalle, później poszedł na studia aktorskie. 

„Nie żałuję, że moja kariera rozwijała się powoli. Pozwoliło mi to zrozumieć głębię rzemiosła. Wtedy jeszcze wypróbowywałem nieznane kolory, detale, mimikę, gesty, które sprawdzałem w małych rolach. Posiadłem pewien dorobek komiczny, którego nie mogłem wykorzystać w pełni w całej mojej dotychczasowej karierze. Zdałem sobie sprawę, że trzeba zawsze zaczynać od nowa.”

Zagrał w prawie 140 filmach. Posiadał niewiarygodny dar improwizacji. Był wspaniały grając kłótliwego męża, sierżanta Ludovica Cruchot z Saint Tropez, czy szefa restauracji (z moją ulubioną sceną, w której podawał przepis na suflet ziemniaczany).

 

Prawicowe ciągoty

Mimo, że był rozwodnikiem, wyraźnie dystansującym się od syna z pierwszego małżeństwa, deklarował się jako gorliwy katolik. Udzielał wsparcia finansowego arcybiskupowi Lefebvre oraz Bractwu Św. Piusa X, które odpowiada za ostatnią schizmę w kościele katolickim.

W testamencie nie uwzględnił swojego pierworodnego, za to zapisał trzecią część majątku wspomnianemu bractwu. Funès był także aktywnym rojalistą. Co roku w rocznicę zgilotynowania Ludwika XVI brał udział w obchodach upamiętniających śmierć króla.

 

Domator i ogrodnik

Prywatnie bardzo różnił się od postaci, które odgrywał. Cichy, spokojny, dobrze czuł się w otoczeniu rodziny. Chętnie łowił ryby, miał też sporą piwniczkę win. W stosunku do prasy i dziennikarzy przejawiał daleko idącą tremę i zagubienie. Jego głównym menadżerem i rzecznikiem była druga żona, Jeanne. 

Często spędzał wakacje na zamku w Clermont, należącym do jej rodziny. Kiedy już dorobił się fortuny jako aktor, odkupił go czyniąc swoim azylem.

Wielką pasją aktora był ogród. Poświęcał mu wiele czasu, uczęszczał na specjalny kurs w Wersalu, dotyczący podcinania krzewów. Wyhodował nawet odmianę róży o pomarańczowych płatkach, którą nazwano jego imieniem.